LIDO BEACH CAFE

JADŁO * WINO * ŻYCIE | JEŚĆ * PIĆ * ŻYĆ

Agnes Lidoska urodziła się w Paryżu w 1878 r. jako piąte i ostatnie dziecko rodziny, która miała długie korzenie flamandzkie i polskie. Rodzina przeniosła się z Warszawy do Paryża w 1873 r. po tym jak wielu inteligentów polskich osiedliło się we Francji. Agnes w okresie dorastania była zainspirowana pracami Gustawa Eiffela i pismami Juliusza Verne, które sprawiły, że zainteresowała się inżynierią. W tym czasie kobiety nie miały możliwości studiowania takich samych jak mężczyźni, więc skierowała swoją energię i wiedzę na gotowanie. Każdego lata jeździła ze swoimi rodzicami i rodzeństwem do Deauville na francuskim wybrzeżu Atlantyku, doskonaląc swoją kuchnię, gotując dla przyjaciół i rodziny.

W 1900 roku spotkała Guido Lamsoora, młodego inżyniera z Flandrii, który miał również polskie korzenie ze strony swojej matki. Zakochali się a następnie przeprowadzili do miasta De Haan na wybrzeżu Morza Północnego. Po 14 szczęśliwych latach Guido został wcielony do wojska i wyjechał na wojnę. W tych ciężkich czasach doskonaliła swoją kuchnię mając skromne środki, wypróbowując różnych składników, które wówczas były dostępne, mając nadzieję, że pewnego dnia będzie umiała gotować tak, jak zawsze chciała. W końcu w 1918 roku Guido wrócił i oboje starali się zapomnieć o straszliwych wydarzeniach z poprzednich lat.

Postanowili rozpocząć nowe życie i wyruszyć na wschód, wrócić do swoich korzeni. Pragnęli osiedlić się nad morzem, które tak bardzo kochali i postanowili otworzyć restaurację i bar, inspirowane mieszanką dziedzictwa francusko – belgijsko – polskiego. Więc sprzedali dom, kupili trochę mebli w Paryżu, spakowali kolekcję win, wynajęli statek i popłynęli. Po drodze zatrzymywali się w wielu portach, zbierając kolejne przepisy i lokalne alkohole: dżin, sznaps, akwawit, wódka, które ostatecznie dały bazę dla przeróżnych koktajli.

Po długiej podróży osiedlili się w urokliwym średniowiecznym mieście Darłowo, i w 1920 roku otworzyli skromne bistro serwujące świeże, prawdziwie domowe potrawy zainspirowane morzem. Nazwali restaurację Lido od pierwszych liter panieńskiego nazwiska Agnes oraz jako odniesienie do wybrzeża, które tak bardzo kochali. Kuchnia Agnes i gościnność Guido wkrótce stały się sensacją nad morzem Bałtyckim. Ludzie pokonywali długą drogę aż z Warszawy, Poznania, Szczecina a nawet z Rugen i Kopenhagi, aby spróbować wspaniałych potraw i atmosfery Lido. Mimo, że upłynęły trzy pokolenia to ludzie wciąż tu przejeżdżają i chociaż miejsce kilkakrotnie było odnawiane, to jednak zachowała się większość wyposażenia wnętrza a jego niezwykły duch wciąż żyje:

Welcome to Lido. Witamy w Lido…

 

Dall’ Uovo

Restauracja z owocami morza

Dawno, dawno temu, Pietro – przedsiębiorczy marynarz z przystani rybackiej Mondragone na wybrzeżu Amalfi, żeglował ze swoją załogą z dala od domu. Popłynęli wzdłuż Morza Śródziemnego, Atlantyku, Morza Północnego w poszukiwaniu przygody, i mitycznego gryfa morskiego.
Legenda mówiła, że ​​na północy, na końcu znanego świata na ziemi zwanej Pomorze, wybrzeże było pełne drogocennych kamieni o nazwie Amber, strzeżonych przez mityczne bestie, które miały ogon delfinów, ciało smoka a głowę orła. Ktokolwiek zobaczy pierwszy te tysiącletnie bestie będzie mógł spełnić swoje trzy życzenia.

Pewnego dnia po ciężkiej burzy na Morzu Bałtyckim nasza załoga przybiła do nowego wybrzeża. Mały port (Darłowo) był strzeżony przez zamek, w którym mieszkała księżna, obdarzona niepowtarzalnym darem umiejętności rozmowy z wiatrem, lasem i gryfami. Księżniczka miała złowrogiego opiekuna zwanego Gustawem Gustafsonem, który był groźnym rycerzem krzyżackim.
Po wielu zmaganiach, Pietro i jego załoga uwolnili księżniczkę i miasto od złoczyńcy. Z wdzięczności księżniczka poprowadziła ich na spotkanie klanu gryfów, który dał Pietro magiczne jajko. Po wylęgnięciu spełniło ono ich trzy życzenia.
1. Pietro i jego ludzie mogli na zawsze osiedlić się i zbudować nową wioskę.
2. Wioska mogła stać się niezależnym królestwem z własną flagą i prawami.
3. Mieli najlepsze potrawy w regionie, w tym pizzę, chleb i lody.
Dzięki magicznemu jajku wszystko stało się prawdziwą legendą, i aby upewnić się, że przyszłe pokolenia będą pamiętały o przygodach i swoim dziedzictwie, nazwano ich pierwszą wspólną salą jadalną: Dall’ Uovo (wyklute z jajka)

Strand

POTRAWY Z PATELNI, GOFRY I ROZKOSZ

Sissy i Lulu były dwiema przyjaciółkami mieszkającymi nad morzem Północnym, miały dar a zarazem styl gotując w swoim domu, i zawsze ciągnęło je nad morze. Po ukończeniu studiów obie przeniosły się do miasta, gdzie dostały dobrą pracę. Wkrótce stały się kobietami sukcesu, ale musiały siedzieć w biurze do późna, zmęczone tym całym ulicznym hałasem, tłumem i pyłem. Często spotykały się w piątek po południu po pracy w parku i zajadały się lodami czekoladowymi. Tam, siedząc na ulubionej ławce pod drzewem dębowym, rozmawiały godzinami o roślinach, drzewach, przyrodzie … słońcu i morzu.

Brakowało im rodzinnych wakacji, na które wyjeżdżały będąc dziećmi, uczucia świeżego powietrza, słonych i słodkich smaków zmieszanych przez wiatr, rozkoszując się gofrem lub jedząc frytki stojąc na plaży. Pewnego dnia miały już wszystkiego dość, kupiły zabytkową furgonetkę Citroena, zapakowały w nią swoją kuchnię i wyruszyły na spontaniczną wycieczkę wzdłuż wybrzeża. Chciały napisać książkę kucharską zainspirowaną plażą i podróżami, tak aby wiele rodzin mogło cieszyć się dobrym, świeżym, prostym jedzeniem w dowolnym miejscu.

Były w drodze przez cały rok, przemierzając plaże Anglii, Irlandii, Francji, Hiszpanii … potem z powrotem do Belgii, Szwecji, Danii, Holandii i Niemiec. Jechały wzdłuż wschodniego wybrzeża Morza Bałtyckiego, kiedy nagle samochód im się zepsuł na wzgórzu, gdzieś w pobliżu Półwyspu Helskiego. Zostawiły furgonetkę i poszły po pomoc. Idąc tak zauważyły, że nagle całe niebo pociemniało, zaczęło grzmieć, zrobiło się przeraźliwie i zaczęła się potężna, gwałtowna burza. Dno rzeki po którym szły nagle wypełniło się rwącą wodą. To było tak nagłe, że zostały porwane przez wodę, płynąc w ciemności w dół rzeki obijały się o pływające gałęzie, łapały każdy haust powietrza i kurczowo uchwyciły się płynącego, powalonego drzewa.

Po pewnym czasie, który wydawał się wiecznością, rzeka wyrzuciła je na brzeg. Tam, mokre, zziębnięte i wyczerpane dotarły do miejscowego rolnika, który wraz ze swoją rodziną się nimi zaopiekował. Kiedy już wyschły, ogrzały i zostały nakarmione przez życzliwych gospodarzy dowiedziały się o istnieniu tego wspaniałego miejsca, jakim jest Darłowo. Uświadomiły sobie również to, że straciły furgonetkę, w której były ich rzeczy i pieniądze. Odczuwając samotność i opuszczenie pomyślały „Życie jest jednak wredne!” Następnego ranka obserwując piękny wschód słońca nad morzem, wpadły na pomysł. Zdały sobie sprawę, że żyją, że są zdrowe i pełni niesamowitych doświadczeń ze swoich podróży. Więc zdecydowały się założyć skromną kawiarnię, gdzie codziennie każdy będzie się czuł jak na wakacjach. Z czasem zainwestowały w kawiarnię, aby stała się ona stałym punktem nadmorskim. Tam postanowiły przygotowywać proste jedzenie, które jada się na plaży, w tym świeże ryby i frytki, soczyste krokiety z krewetek, ciepłe gofry, złote naleśniki, pyszne lody i czekoladę. I doszły do wniosku, że jednak: „Życie jest piękne jak plaża” i nazwały swoją kawiarnię: Strand (Plaża)

Oost

PIWO I PRZYJACIELE

Rodzina Van Pocelius była rodziną utalentowanych alchemików flamandzkich XVII-wiecznej Ostendy. Pod rządami surowego, konserwatywnego społeczeństwa pracowali ciężko, często w tajemnicy, w swoich „apotheke”, badając różne eliksiry, które mieli nadzieję, będą mogły kiedyś ludzi odmłodzić i uszczęśliwić. Pewnego dnia we wczesny letni poranek, gdy wschodziło słońce, zapukał do drzwi „apotheke” dziwny mężczyzna. Nazywał się Jan Heweliusz. Był z Gdańska, egzotycznego portu na wschodzie.

Jan był naukowcem, a także browarnikiem: prowadził tajne badania nad wpływem księżyca i komet na uprawę jęczmienia i kukurydzy, i wierzył w to, że mogą one przyczynić się do stworzenia wspaniałego piwa. Poszukiwał partnerów, aby założyć stację badawczą dalej na Wschód, na wybrzeżu Morza Bałtyckiego. Plan biznesowy polegał na stworzeniu kompozycji alchemicznych, które mogłyby być testowane przez cały dzień na ochotnikach, którzy faktycznie płaciliby za testowanie produktów.

Rodzinę Van Pocelius już przyciągała perspektywa przygody na Wschodzie, mieli polskiego kuzyna, którego rodzina była już dobrze znana w Gdańsku, a nazywał się Dan Fahrenheit. Ten uzdolniony chemik przeprowadzał przełomowe badania nad temperaturą w cieczy. Może oni wszyscy mogliby razem pracować i połączyć swoje badania …

Były to niebezpieczne czasy, gdy piraci i różni najeźdźcy żeglowali po morzach Północy i Wschodu, dlatego takie przedsięwzięcie musiało być starannie przeprowadzone. Dlatego, dla własnego bezpieczeństwa, zatrudnili Kapera z jego załogą.

Pierwszym królem Polski, który powołał prawdziwą marynarkę wojenną w Gdańsku był Kazimierz Jagiellończyk pod koniec XV wieku. Jego marynarka składała się głównie z miejscowych najemników – Kaperów, których nazwa wzięła się od nazwy „kaap”, która oznaczała w języku niderlandzkim „statek”. Załogi na statkach kaperskich były mieszanką różnych grup ludzi: mieszkańców wybrzeża Bałtyku, uzupełnionych o rozmaitej maści żeglarzy flamandzkich, szwedzkich, szkockich i kaszubskich, chętnych do ryzyka i mocnych trunków.

Rodzina Van Pocelius i załoga opuścili Ostendę w nocy, w samym środku lata i popłynęli na wschód z ładunkiem przypraw i beczek dżinu. Przybijali do wielu portów zbierając doświadczenia, smakując przygody i lokalne alkohole: sznaps, dżinl, akwawit, wódkę, a także zapasy egzotycznych trunków z dalekich stron: rum, whisky, tequila.

Pewnej nocy, podczas gwałtownej burzy, kiedy już wydawało się, że los statku jest przesądzony, zauważyli latarnię morską, która poprowadziła ich do zatoki. Następnego ranka, gdy słońce unosiło się nad morzem, cała załoga patrzyła z ulgą, stojąc bez słowa, obserwując blask słońca na niebie i słuchając śpiewającego ptactwa morskiego. W tym szczególnym momencie najstarszy z rodu Van Pocelius stanął uroczyście przed załogą i rodziną i ogłosił: „Przybyliśmy, Dit is Oost!”

Załoga Kapera kontynuowała dalszą podróż na Wschód do Gdańska w poszukiwaniu nowych przygód z królem, podczas gdy rodzina Van Pocelius postanowiła rozpocząć budowę nowego „apotheke”, tu w Darłowie. Minęło ponad 400 lat. Dziś, dla każdego mieszkańca i turysty wybrzeża Morza Bałtyckiego, jest tylko jeden kierunek, jedno miejsce na znalezienie najlepszych trunków:

Wschód! East! Ost! Osten! Oost!

Kaczuszki

Klub malucha

Przez długi czas kaczuszki były jednym z ulubionych motywów bajek dla dzieci, które niosły moralne przesłanie. Jedną z najbardziej znanych bajek wymyślonych przez H.C. Andersena (1844) było „Brzydkie kaczątko”, napisane na wybrzeżu Bałtyku, hen daleko w Danii. Kaczki są również obecne w polskim folklorze, jak bajka o warszawskiej „Złotej Kaczce”.

Morze Bałtyckie jest jednym z największych zbiorników wody słonej, unikalnym ekosystemie, bardzo odmiennym od innych środowisk morskich. Jedną z niepowtarzalnych cech jest to, że stanowi dom dla prawie trzech milionów kaczek morskich na płytkich wodach przybrzeżnych lub nad brzegiem morskim, gdzie koncentrują się ptaki, ponieważ mają możliwość nurkowania, aby dotrzeć do ich smakołyków na dnie, jakimi są małże. Pięć gatunków kaczek morskich występujących wzdłuż wybrzeży Morza Bałtyckiego to: Dzielnica Zwykła, Kaczka Srokata, Lodówka, Markaczka Zwyczajna i Uhla Zwyczajna.

Morze Bałtyckie jest jednym z najważniejszych miejsc na świecie dla zimujących kaczek morskich i wielu innych wędrownych ptaków wodnych, z których większość gniazduje w arktycznej tundrze lub lesie borealnym. Niestety, w ciągu ostatnich 50 lat morze doświadczyło znacznych zmian, głównie z powodu eutrofizacji, zanieczyszczenia chemicznego, nadmiernego połowu i innych działań ludzkich i będzie ono nadal zmieniać się ze względu na globalną zmianę klimatu. Rezultatem jest to, że na Bałtyku jak na półkuli północnej większość populacji kaczek morskich spada, a niektóre są zagrożone wyginięciem.

Klub malucha w Marina Royale ma na celu dostarczanie dzieciom w różnym wieku zajęć rekreacyjnych i naukowych w wodzie. Podczas takich zajęć dzieci mogą dowiedzieć się więcej o przyrodzie i ekologii regionalnej. Podobnie jak w baśniowej opowieści, dzieci pod opieką, zabawą i edukacją zapewnioną przez Marina Royale Darłowo, mogą rozwinąć się w piękne łabędzie.

Witamy w klubie Kaczuszek

AQUA REGINA

BALTIC SPA & WELLNESS

Dawno, dawno temu, pod Morzem Bałtyckim, mieszkała bogini zwana Jurata. Była piękna, miała akwamarynowe oczy i złote włosy. Mieszkała w przepięknym zamku w całości z bursztynu, gdzie rządziła morzem i całym życiem morskim.

 

Młody rybak o imieniu Kastytis zakłócał spokój morza, kiedy łowił dużo ryb. Jurata postanowiła go ukarać i przywrócić harmonię morską, ale zamiast tego pokochała przystojnego młodego rybaka. Jej miłość została odwzajemniona i spędzili szczęśliwe chwile w zamku.

Jednak Perkun – słowiański bóg piorunów dowiedział się, że nieśmiertelna bogini zakochała się w zwyczajnym śmiertelniku. Wściekł się i zaatakował bursztynowy zamek masywnymi piorunami, które sprawiły, że zamek rozprysł się na miliony kawałków. Wówczas Jurata i Kastytis zostali wygnani przez Perkuna na morskie dno.

Według legendy, to dlatego po każdej burzy na morzu, Morze Bałtyckie wyrzuca tysiące małych bursztynów. Historia nie mówi, co stało się kochającej się parze, ale dziś legenda nadal jest żywa jako wspaniałe spa i centrum odnowy biologicznej dla mieszkańców Marina Royale Darłowo:

Aqua Regina